.

.

niedziela, 3 listopada 2013

56 ... coś dla domu

Dziś z serii "coś dla domu"

A zaczęło się od tego, że wpychając butem prawie pranie do kosza na prasowanie żeby tam nabrało mocy urzędowej do chwili aż zachce mi się wyprasować, co tu dużo mówić kosz odmówił posłuszeństwa i zechciał się zepsuć.


I tak oto wyglądał mój (niegdyś) biały ikeowski kosz na prasowenie.

W pierwszym odruchu  wkurzona do granic wystawiłam kosz do przedpokoju gotowy do wyniesienia na śmietnik. Jednakże ze względu na segregację i moje mieszkanie na 9 piętrze nikomu nie chciało się tak od razu gnać z koszem na dół. Więc i on stał bidulek w tym przedpokoju czekając na rozwój sytuacji.

A sytuacja rozwinęła się wybitnie na korzyść kosza. Nagle to, kierowana przede wszystkim lenistwem, brakiem czasu, totalnym zarobieniem i niechcemisię totalnym, wpadłam na genialny pomysł uszycia nowego kosza.

Sama sobie nie mogłam się nadziwić, że wpadnięcie na ten pomysł zajęło mi to aż trzy dni, a samo szycie godzinę :-/
Pozostawmy to bez komentarza.

Kosz powstał z bawełny którą kiedyś zakupiłam na ciuchach urzeczona jej deseniem, stawiałam raczej na letnią sukienkę :P

Stary kosz rozprułam a poszczególne części odrysowałam na materiale docelowym, pozszywałam. Na brzegu wszyłam też taśmę wzmacniającą wyprutą ze starego kosza.




Mój kosz nie jest zamontowany na stałe tylko zapina się go na rzepy. Co pozwoli mi go wyprać jak już się zakurzy i średnio estetycznie będzie się prezentował :)


 
A oto nasz dzisiejszy bohater w pełnej krasie :)




 Z lampą lepiej widać kolorki 




I mała panorama z okna z pozdrowieniami z deszczowego Krakowa :)

 
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz